Teksty: Granda

Home / Teksty: Granda

Szysza Granda

Przyszedł do mnie bożek voodoo, nieproszony wlazł
Cały w kwiatach, wstążkach, sypał proszek czar
Na nos włożył okulary, przez które cały świat
Traci liść figowy, fason i pół głowy

Ref:
Rozebrany cały świat
A ja chcę patrzeć, a ja chcę patrzeć
Wszystkim piątej klepki brak
A ja popatrzeć chcę, a ja popatrzeć chcę
W głowie dyskoteka trwa
Taniec wątki rwie, a w tańcu ciebie chcę
Rozum jak po głębszych dwóch
A myśli plączą się i kroki mylą znów.

Świat szamana gdzieś od rana
Zmył się, pod budzik wpadł
Cni mi się do niego w długie, nudne dni
Świat głupieje co dzień wrednie, a mi się wciąż voodoo śni
Wstążki, czaszki, proszki, szarfy, chusty, broszki.

Ref:
Rozebrany cały świat
A ja chcę patrzeć, a ja chcę patrzeć
Wszystkim piątej klepki brak
A ja popatrzeć chcę, a ja popatrzeć chcę
W głowie dyskoteka trwa
Taniec wątki rwie, a w tańcu ciebie chcę
Rozum jak po głębszych dwóch
A myśli plączą się i kroki mylą znów.


Granda

ref. Nie polubię Cię, jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok porachuje kości.
Nie polubię Cię w Twej koszuli pstrości,
Zbliżysz się o krok porachuje kości.

1. Kusisz zapachami,
prowokujesz gestem,
wodzisz za mną wzrokiem,
czterogłowym smokiem.
Namierzasz radarami,
jestem jak ruchomy cel,
naostrzone zęby,
nie polubię Cię!

ref. Nie polubię Cię, jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok porachuje kości.
Nie polubię Cię w Twej koszuli pstrości,
Zbliżysz się o krok porachuje kości.
Do pięciu liczę – znikaj!
Dwa, trzy, cztery, pięć, raz, dwa, trzy, cztery, pięć.
Nie będzie dziś walczyka.
Dwa, trzy, cztery, pięć, raz, dwa, trzy, cztery, pięć.

2. Tropią mnie zwiadowcy,
węszą myśliwskie psy,
jak dziką zwierzynę,
co kruszeje żywcem.
Zastawiałeś sidła,
zmieniłeś zasady gry,
zablokowałeś drogi,
zaryglowałeś drzwi.

ref. Nie polubię Cię, jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok porachuje kości.
Nie polubię Cię w Twej koszuli pstrości,
Zbliżysz się o krok porachuje kości.
Do pięciu liczę – znikaj!
Dwa, trzy, cztery, pięć, raz, dwa, trzy, cztery, pięć.
Nie będzie dziś walczyka.
Dwa, trzy, cztery, pięć, raz, dwa, trzy, cztery, pięć.

Nie polubię Cię, jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok porachuje kości.
Nie polubię Cię w Twej koszuli pstrości,
Zbliżysz się o krok porachuje kości.

Nie polubię Cię, jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok porachuje kości.
Nie polubię Cię w Twej koszuli pstrości,
Zbliżysz się o krok porachuje kości.


Krzyżówka dnia

Rozmowa z Tobą jak brodzenie w śniegu,
niewydeptane ścieżki gubią mnie,
tak łatwo utknąć w zaspie aż po szyje,
na śliskich słowach wywracamy się.

ref. Dobijam się, dobijam się
i sprawdzam czy otarte.
I krzyczę znów, za dużo słów,
za dużo słów na marne.

2. Sprawdziłam wszystkie obce alfabety,
by rozszyfrować język, który znam,
Ty ciągle mówisz do mnie krzyżówkami,
a migi zasłoniła gęsta mgła.

Chwilami gdy próbuje znaleźć rym,
bałwany pienią się przy ustach,
melodii brak tańczymy krzywo jak,
spoceni zapaśnicy w USA.

ref. Dobijam się, dobijam się
i sprawdzam czy otarte.
I krzyczę znów, za dużo słów,
za dużo słów na marne. x 2

Chwilami gdy próbuje znaleźć rym,
melodii brak tańczymy krzywo jak,
spoceni zapaśnicy w USA.

Chwilami gdy próbuje znaleźć rym,
melodii brak tańczymy krzywo jak.

Dobijam się, dobijam się
i sprawdzam czy otarte.
I krzyczę znów, za dużo słów,
za dużo słów na marne. x 2


Sauté

Do mnie mów bo ja
Chcę twoje słowa jeść
Do mnie mów bo tak
Najsłodsza staję się
I brzoskwiniowy mus
Z twych ust mnie wypełnia
Jak księżyc znów
Gorąca pełnia
Mów niegrzecznie i
Opuszkiem dotknij tu
Niebezpiecznie chciej
Pod wodę wciągnąć mnie
Nie bój się głód nas dziś przyciągnie
Czytaj mnie jak menu swobodnie

dotknij
uszczyp
ugryź
pośliń
mus z twoich ust
ja sauté
szeptem
krzykiem
pieść
dotykiem
mus z twoich ust
ja sauté

Obok mnie dziś jest
Tu z nami pani E
Niewidoczna lecz
To za jej sprawą chcesz
Wypełniać mnie
Po brzeg pucharu
Lepki jest mus
Twych słów paru
Paru słów co mnie
Na szpilkach kładą w mig
Niebezpiecznych zdań
Z karty erotycznych dań
I znowu ten głód nas dziś przyciągnie
Zamów mnie jak z menu swobodnie

dotknij
uszczyp
ugryź
pośliń
mus z twoich ust
ja sauté
szeptem
krzykiem
pieść
językiem
mus z twoich ust
ja sauté


W pięciu smakach

Jadę miastem szybciej niż się da
Dynda głową sztuczny pies
Światem znaków udaję, że nie widzę
GPS-em mały bies
Tuż za rzeką drugi, trzeci most
Rzędy skaryszewskich drzew
Las żurawi poharatał niebo
Słyszę Twój anielski śpiew.

W pięciu smakach kaczka tapla się
mija soję, tofu, ryż
Uduszona latająca ryba
ćwiczy w piwie skoki wzwyż

Słodko-kwaśnych słów rozumiem kilka
Kiedy do mnie mówisz – drżę
Śpiewasz pięknie wtedy gdy gotujesz
Chciałam byś nauczył mnie


Bez tytułu
Pod kopułą w mojej głowie
śmiercionośna jest maszyna
Co skanuje wszystko wkoło
choć czasami się zacina…

Zwoje ma poprzepalane
od nadmiaru informacji
Myśli moje samoistnie
dążą do ejakulacji…


K.O

Ref:
Walczą we mnie lwy
Walczy zgraja psów.
Moje myśli dziś jak po linie chód.
Widzę słońca dwa, jak rozpoznać mam
Gdzie prawdziwy a gdzie odbity blask?

Na ringu ustawiam się
Na przeciw odbicia mnie
By zmylić obniżam głos
Nim zadam pierwszy cios
Przegrałam już tysiąc walk
Czytając z mych ruchu warg
Znów studzą we mnie krew
Wygodnickie lęki

Ref:
Walczą we mnie lwy
Walczy zgraja psów.
Moje myśli dziś jak po linie chód.
Widzę słońca dwa, jak rozpoznać mam
Gdzie prawdziwy a gdzie odbity blask?

Minuty przed gongiem dwie
Głodny tłum liczy mnie
Uśmiechem próbuje kłuć
Mówi mi co mam czuć
Najchętniej skoczyłabym
Do oczu i gardeł im
I żeby to gładko szło
Bo tak nie lubię potu

Ref:
Walczą we mnie lwy
Walczy zgraja psów.
Moje myśli dziś jak po linie chód.
Widzę słońca dwa, jak rozpoznać mam
Gdzie prawdziwy a gdzie odbity blask?


Syberia

Mimo że lipiec sople z ust zwisają mi
Znów przywitałeś wiadrem z lodem
Zdusiłeś ogień choć się jeszcze trochę tlił
Spalam się każdego dnia przy tobie

W szparkę ust włożę klucz
Niech się cisza stanie
W szafce nóż chętny już
Gotów na rozstanie

Myślałam że przeczekam
Ten arktyczny chłód
Pod ciepłym kocem skulę kości
Pod biegunowym kołem czaję się jak tchórz
Szukając wektora miłości


Kropki kreski

Wszystkie na ciele znaki
Zapis bezcennych chwil
Jak z pamiętnika kartki
Kropek i kresek szyfr
Mapa wspomnień, krętych dróg
Szkielet utwardza mi
W klatce z kości mięsień wiotki
Pulsuje, przyspiesza rytm

To początek, wschód słońc
I drżenie w kącikach ust
Wielkie oczy ma strach
Palcem pogrożę mu

Na topografii ciała
Niezamieszkały ląd
Konturem oddzielam teren
Gruntuję, dobieram tło
Permanentnym tuszem bądź
W czerwieni do twarzy mi
Bez szablonu i bez wzoru
Namiętnie i aż do krwi


Excipit

Le paradis fuit je soupire son absence,
ses couleurs gaies aux pages cornées

Je sais qu’une vie ne suffit pas

Le purgatoire attend je regrette dcja,
son alcool triste, maintenant tout de toi me blesse

Je sais qu’une vie ne suffit pas

Je n’aime pas les demi-mesures,
les contretemps sont contre-nature
L’enfer sort de l’ennui,tu sais,
Je m’en approche quand de moi,tu te lassais

L’enfer sort de l’ennui de mon coeur trop etroit,
et par les corps qui ne se touchent pas

Je sais qu’une vie ne suffit pas

J’explore l’attente des demi-mondes, lr ou,
le vent se glisse, lr ou, les autres s’epuisent

Je sais qu’une vie ne suffit pas

Je n’aime pas les demi-mesures,
les contretemps sont contre-nature
L’enfer sort de l’ennui,tu sais,
Je m’en approche quand de moi,tu te lassais

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *